Tom X
Użytkownicy-
Postów
605 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
58
Typ zawartości
Profile
Forum
Wydarzenia
Treść opublikowana przez Tom X
-
"w Polsce nie mamy luźnych zasad" Chodzi o luźne podejście firm do zasad, nie zaś o same zasady. Np. respektowanie RODO, procedury, odpowiedzialność. Absolutnie wszystkiego nie zniesie a audytor składając swój podpis ponosi pewne ryzyko zawodowe Zobaczymy, termin pierwszego audytu mija za 2 lata, nie wykluczałbym serii przejęć/konsolidacji na rynku do tego czasu.
-
Wydaje mi się, że obowiązek audytu będzie kluczowy dla przyszłości małych firemek hostingowych, które funkcjonują na bardzo luźnych zasadach, niekoniecznie respektując normy prawne UE.
-
Z grubsza przeczytałem tekst ujednolicony. Obowiązki rejestratorów domen, świadczących usługi DNS w skrócie: obowiązkowy wpis do rejestru podmiotów kluczowych w terminie 6 miesięcy od momentu wejścia w życie zapisów ustawowych, obowiązkowy audyt wykonany przez jednostkę zatrudniającą osoby z wymaganymi certyfikatami w terminie 24 miesięcy i odnawiany co 3 lata, obowiązkowe szkolenie co 1 rok, udokumentowane, wdrożenie wymaganych procedur, porządek w papierach rejestru domen (obowiązek weryfikacji danych kontaktowych, większa odpowiedzialność za autentyczność danych), dokumentacja wewnętrzna i zewnętrzna (publikowana na stronie internetowej podmiotu). Uciec przed ustawą za granicę się nie da (o ile świadczy się usługi na terenie RP).
-
Czyli obligatoryjny DNSSEC i "porządek w papierach" klientów domen internetowych, jak rozumiem.
-
@frn Mozilla podpiera się Standardowymi Klauzulami Umownymi: https://www.mozilla.org/pl/privacy/firefox/#miedzynarodowe-transfery-danych Z kolei Signal poszedł na skróty (użytkownik korzysta z usługi na własne ryzyko, "nie mamy Pańskiego płaszcza" itd.): https://signal.org/legal/
-
Polska, Niemcy czy Francja to wciąż UE, więc jeśli dane są kolokowane na terenie UE i administrator danych osobowych ma siedzibę na terenie UE, to wszystko jest względnie proste dla klienta z UE i podmiotu, który świadczy usługi klientom z UE. Sytuacja komplikuje się, gdy administratorem danych osobowych jest podmiot spoza UE (np. z UK czy USA), ponieważ wtedy dane osobowe formalnie są przesyłane poza obszar UE (np. do państwa, w którym polityka ochrony danych osobowych jest bardziej liberalna niż w UE). Wątek dotyczy państw spoza UE. Istnieją formalnie określone mosty przesyłania danych osobowych USA - UK i USA - UE. Spełnienie tych dodatkowych uwarunkowań nie jest tak proste, jak funkcjonowanie wyłącznie wewnątrz UE, USA czy UK.
-
@darekm Siedziba podmiotu = siedziba administratora danych osobowych jest bardzo istotna.
-
@l3szcz IONOS, siteground mają swoje spółki-córki na terenie UK. W przypadku OVH, Hetznera - nie wiem. Warto przeanalizować ich rozwiązania, by nie wyważać otwartych drzwi.
-
Najprościej: klient UK, serwer UK, operator UK. W przypadku, gdy operator jest spoza UK, trzeba to uwzględnić, bo ma dostęp do danych osobowych. Plus coroczne opłaty ICO (data protection fee).
-
Prawdopodobnie również certyfikowanych dostawców, jeśli chciałbyś serwować klienteli UK usługi hostowane w USA.
-
Hostingodawca chcąc obsługiwać klientów danego kraju, musi uwzględniać specyfikę praw danego kraju + obowiązki nakładane w przypadku transferów danych poza ten kraj. Przykładowo, UK wdraża DUAA 2025, który znacząco różni się od Unijnego RODO.
-
U tego operatora, widełki terminu ważności usługi hostingowej są zawsze precyzyjnie podane na ostatniej FV i one są obligatoryjne dla terminu odnowienia kolejnego abonamentu, nie zaś data pierwotnej rejestracji usługi sprzed 15 lat.
-
Przyczyn zapadnięcia się pod ziemie może być wiele, od typowo życiowych po typowo biznesowe (nieuregulowane wzajemne zobowiązania finansowe lub niegodzenie się na ich regulację). Brak umów jestem w stanie zrozumieć. Nieumiejętność odnalezienia faktur (zapewne wysłanych e-mailem o ile takowe były wysyłane), skucha z terminem ważności domeny powinny zapalić pomarańczową lampkę. IMO nic tu nie jest oczywiste a szanowna Klientka póki co nie przedstawiła wiarygodnych papierów do przejęcia domeny. Jeśli towarzystwo rozliczało się pod stołem z pominięciem fiskusa, to wejście na drogę prawną może uruchomić pewne niekoniecznie oczekiwane dla Klientki skutki. Dlatego dogadanie się na niwie finansowej z finałem w postaci cesji może okazać się najlepszym i najprostszym rozwiązaniem.
-
Ukryte dane abonenta mogą wskazywać na brak Działalności Gospodarczej po stronie właściciela domeny (niektórzy tak sobie dorabiają na boku). Wtedy brak FV wydaje się logiczny.
-
Jeśli korespondencja e-mailowa nie była prowadzona z wykorzystaniem metod gwarantujących jej integralność (np. certyfikaty S/MIME lub umowy/zlecenia w PDF podpisane certyfikatem), to przy braku faktur (o ile wiem, mamy obowiązek przechowywać faktury przez 5 lat) IMO nie są to wystarczające dowody, by posługując się zwykłym e-mailem zablokować lub odebrać komuś domenę (i skąd w ogóle pewność, że słusznie).
-
"pan Tomasz" =/= "dane niedostępne".
-
Jeszcze jedno - pracownik CF nie miał prawa udzielić Ci takich informacji: "domena jest w pełni w posiadaniu jak mi przedstawiło CF w mailu jakiegoś informatyka".
-
Najprościej i najrozsądniej - próba polubownego rozstania się Klientki z Agencją na wzajemnie uzgodnionych warunkach.
-
Jeśli w bazie WHOIS nie figurują dane Klientki (najprawdopodobniej, bo po co je ukrywać), Klientka nie posiada umowy/cesji praw majątkowych do projektów, to oznacza, że Klientka jedynie dzierżawi branding od Agencji. Może zwrócić się do Agencji z prośbą o cywilizowany proces rozstania się, uzgodnić cenę za cesję praw majątkowych i procedurę cesji domeny. Rozsądna Agencja powinna się zgodzić.
-
Nie podałeś który podmiot figuruje we wpisie WHOIS domeny: Klientka czy Agencja. Kwestie praw majątkowych do projektów regulują umowy, cesje, zastrzeżenia znaków towarowych.
-
gsuitedlafirm_online Interesująca lektura.
-
OK, zgoda, posypuję głowę popiołem. Moja nadinterpretacja.
-
Może nie do końca precyzyjnie się wyraziłem. Jesteśmy w UE a nie w Ameryce. Żadna sprofesjonalizowana firma hostingowa funkcjonująca na terenie UE nie udostępni usługi hostingowej (VPS/Dedyk/hosting) pierwszemu lepszemu nonejmowi prosto z ulicy bez procesu rejestracji, a w istocie tego od nich oczekujesz. To powinno działać w ten sposób, że osoba lub podmiot ubiegający się o materiał do testów, uzyskuje od firmy hostingowej jakiś kod rabatowy uprawniający do 100% zniżki na rejestrację usługi na okres, powiedzmy 48 godzin, następnie rejestruje sobie usługę podając pełne i prawdziwe dane wymagane do rejestracji usługi. Formalnie, wszyscy tu jesteśmy noname. Mimo, że część z was może się prywatnie lub służbowo znać, to nie rozwiązuje obowiązków prawnych i procedur, które mała firemka potrafi sobie po cichu nagiąć, ale większa już tego nie zrobi.
-
Gdybym nazywał się BardzoPowaznaFirmaHostingowa_pl Sp. z o.o. (AlboJeszczePowazniejsza_pl S.A.), to z całą pewnością nie wysyłałbym parametrów dostępowych usługi hostingowej na maila z domeny, która przedstawia się światu jak poniżej:
