Aktualizacja z mojej strony.
Po namyśle doszedłem do wniosku, że sąd polubowny niestety odpada. Wymaga on bowiem, aby obie strony sporu zgodziły się na rozstrzygnięcie sporu w takiej formie. Jednakże "brak kontaktu" ze strony informatyka wydatnie zmniejsza szansę na taką zgodę. Gdyby jakimś sposobem wyraził zgodę, to wtedy sprawa ma się inaczej. Kontakt może się urwać, a wyrok i tak może być podjęty zaocznie.
W takim razie pozostaje sąd cywilny (kooperacja ze strony pozwanego nie będzie potrzebna), ale niestety przedłuży to cały proces.
W sytuacji, gdy klientka nie ma realnej kontroli nad domeną, to nie ma żadnego znaczenia. Strona działa tylko dlatego, że informatyk ma dobry nastrój.
W sądach powszechnych gorsze materiały dowodowe przechodziły. Grunt to mieć dobrego prawnika.
Może klientce się poszczęści i sam pozew przestraszy informatyka i odda bez oporów.
Disclaimer: nie jestem prawnikiem i powyższe to nie porada prawna.